Ania Rusowicz podczas koncertu w Busku-Zdroju 2 listopada powiedziała, że ostatnie święta były dla niej bardzo trudne. Jak relacjonuje serwis Plotek, do ostatnich minut nie wiedziała, czy wyjdzie na scenę.
„Będzie prawdziwie”
Według Pomponika, który powołuje się na serwis Plotek, artystka zwróciła się do publiczności słowami: „Może nie będzie wyśmienicie, ale będzie prawdziwie. Te święta były dla mnie niezwykle trudne i muszę powiedzieć, że jeszcze do ostatnich minut nie wiedziałam, czy wyjdę dzisiaj na scenę”.
Powodem miały być bolesne wydarzenia. Jej chrzestna jest chora, a do artystki dotarła też wiadomość o odejściu przyjaciela. Artykuł nie podaje nazwisk ani szczegółów.
O zawodzie i o słabości
W trakcie koncertu Rusowicz się wzruszyła. „Ten zawód każe uśmiechać się, kiedy nie jest do śmiechu. Każe wstrzymywać łzy, kiedy chce się płakać. Ja nie płakałam sześć lat” – mówiła. Dodała, że wychodzi na scenę „w żałobie, w chorobie”, i powiedziała, że kocha i nienawidzi swojego zawodu.
Do publiczności zaapelowała: „Bardzo was przestrzegam, żebyście nie musieli być silni, żeby nie mówić drugiej osobie, żeby była silna, bo to jest bez sensu. Można z nią po prostu być, tak jak państwo dzisiaj są ze mną, ja jestem z wami, ta obecność jest po prostu lecząca”.
Tytuł artykułu Pomponika mówi o „ogromnym poruszeniu”, ale poza zdaniem, że komentarz „poruszył słuchaczy”, nie podaje żadnych reakcji. Opieramy się na jednym opisie koncertu, samego nagrania nie mogliśmy sprawdzić.