Maja Ostaszewska zabrała głos w sprawie dwóch „Lalek”. Aktorka, która gra w kinowej wersji Macieja Kawalskiego, w rozmowie z Viva.pl nie dała się wciągnąć w spór o to, która adaptacja jest lepsza.
„Jakoś nie skupiam się na tym”
Wokół filmu i serialu Netflixa od tygodni toczy się gorąca dyskusja. Ostaszewska przyznaje, że to widzi. „No właśnie, jest gorąco” – powiedziała. Rywalizacja produkcji nie zaprząta jednak jej uwagi: „Jakoś nie skupiam się na tym”.
Aktorka zdradziła, że aktorzy obu obsad podchodzą do sytuacji z humorem. „My się bardzo lubimy i szanujemy i nawet nieraz sobie żartowaliśmy, jak można by nas pomieszać” – mówiła. Nie szczędziła też komplementów kolegom z serialu: „Naprawdę też uwielbiam kolegów, którzy tam zagrali. I zagrali fenomenalnie”.
„Sztuka musi być wolna”
Ostaszewska cieszy się, że powstały dwie różne wersje powieści Prusa. „To są kompletnie różne historie. Uważam, że wspaniale, że powstały dwie tak różne wizje” – oceniła. Dodała krótko: „Sztuka musi być wolna”.
Aktorka ma nadzieję, że dyskusja zachęci widzów do obejrzenia obu produkcji. „Myślę, że będą chcieli, bo też zrobiło się bardzo gorąco wokół tego tytułu” – mówiła. Zwróciła też uwagę na młodych odbiorców: „Pamiętajmy, że »Lalka« ciągle jest lekturą. W interpretacji dzisiejszego młodego pokolenia jest kompletnie inną powieścią”.
Podobny apel kilka dni wcześniej wystosował Marcin Dorociński, kinowy Wokulski. Prosił, by o obu „Lalkach” rozmawiać kulturalnie.