Helena Englert i Roman Osadchy zatańczą w niedzielę w ćwierćfinale „Tańca z gwiazdami”. Przed programem mówią, że w tym etapie niczego nie da się przewidzieć, a przygodę traktują jak świetną zabawę.
„Cztery lata” i „dwa dni”
Pomponik cytuje rozmowę, w której Helena przyznaje, że nie ma poczucia, że to już ćwierćfinał. „Z jednej strony mam wrażenie, że jesteśmy tu cztery lata, a z drugiej…” – zaczęła, a Roman dokończył: „Że to są dwa dni”. Dodał, że jeszcze sobie tego nie uświadomił. Rozmowa miała się ukazać w serwisie Hot Ploty.
Wpadki i punkty
Według artykułu para nie była do końca zadowolona z 40 punktów otrzymanych w ostatnim odcinku, bo zdarzyły się wpadki. Tekst nie podaje, jaka jest skala ani jak to wypada na tle innych par. Helena żartowała: „Czasami musi tak być, że się zapląta welon”. Dodała też: „To też jest nauka dla nas, że możemy sobie wszystko zaplanować, a na koniec niewiele od nas zależy”.
„To była piękna przygoda”
O dalszej drodze mówi spokojnie: „Ja się cieszę. Teraz się po prostu bawmy dobrze. Jak będzie nam dane iść dalej to pójdziemy dalej, jak nie to… to była piękna przygoda. Jestem bardzo szczęśliwa”.
Po ostatnim odcinku, w którym na prośbę Jolanty Kwaśniewskiej nikt nie odpadł, zostało jeszcze kilka niedzielnych spotkań. Wielki finał zaplanowano na 22 listopada. Tytuł Pomponika sugeruje „zwrot” i „gorzki wniosek”, ale z przytoczonych wypowiedzi wynika raczej pogodne podejście pary.
Myślicie, że Helena i Roman mają szansę na Kryształową Kulę?