Ewa Chodakowska przeżyła nieprzyjemną sytuację podczas rodzinnego wylotu do Vancouver. Na lotnisku trenerka fitness została zatrzymana przez ochronę i policję — jak się później okazało, przez pomyłkę.
Zamieszanie przy bramce
Jak opisała sama zainteresowana, do zamieszania doszło po awarii silnika w samolocie, przez co pasażerowie musieli przesiąść się do zastępczej maszyny. Siedząca za Chodakowską pasażerka pokłóciła się wcześniej z pilotem, który ostrzegł ją, że jeśli się nie uspokoi, nie zostanie wpuszczona na pokład zastępczego lotu. Przy wejściu na pokład obsługa lotniska pomyliła jednak osoby i zatrzymała nie tę kobietę, która wywołała spięcie, tylko Chodakowską.
„Musiałam się tłumaczyć przez prawie pół godziny”
Na miejscu pojawiła się najpierw ochrona, a chwilę później policja. „Zjawiła się ochrona, a następnie policja. Musiałam się tłumaczyć przez prawie pół godziny” — relacjonowała Chodakowska. Sytuacja była dla niej tym bardziej krępująca, że towarzyszyła jej rodzina, a całe zdarzenie rozgrywało się na oczach innych pasażerów czekających na wejście na pokład — część z nich mogła pomyśleć, że to ona zrobiła coś złego.
Ostatecznie pomyłka się wyjaśniła, a obsługa lotniska przeprosiła trenerkę. Chodakowska przyznała jednak, że całe zajście mocno się na niej odbiło — mimo przeprosin, stres i poczucie upokorzenia pozostały.
Trudny czas dla trenerki
Zdarzenie na lotnisku nałożyło się na i tak niełatwy dla Chodakowskiej okres — na początku września ogłosiła wraz z mężem Lefterisem Kavoukisem decyzję o rozstaniu po 17 latach związku. Para w oficjalnym oświadczeniu podkreślała, że powodem rozstania było przede wszystkim to, że praca zaczęła zajmować zbyt dużo miejsca w ich codziennym życiu.